Tekst został napisany w roku 2001 jako podsumowanie wyprawy śladami Pana Samochodzika.
W 2001 zajmowałem się internetem w ZHP, nie miałem w głowie pomysłu na własną stronę, a i blogowanie nie było jeszcze trendem. Teraz, gdy po pierwsze sam piszę, publikuję i zarządzam, przypominam sobie tekst o tej wyprawie.
Pierwotnie umieszczony został w serwisie nienacki.art.pl (aktualnie jego kopia dostępna jest pod adresem nienacki.com), gdzie również inni użytkownicy umieścili swoje wspomnienia z podróży.
Latem 2001 roku wybrałem się w podróż na Mazury, a ostatecznym jej celem był Perkoz nad jeziorem Pluszne, ale nie to jest tematem tej opowieści.
Korzystając z okazji odwiedziłem miejsce, którego pewnie wszyscy szukaliśmy kiedyś, wodząc palcem po mapie. Chciałbym podzielić się z Wami wrażeniami z mojego tam pobytu.
Od kilku już lat poszukiwałem miejscowości, w której mogłyby rozgrywać się wydarzenia znane z „Templariuszy”, ale opisy w przewodnikach nie dawały żadnych konkretnych wskazówek. Lipieniek był nad jeziorem, na mapie były ruiny zamku, był blisko Kornatowa… Niestety nie ma w nim kościółka, bo wtedy nie miałbym już żadnych wątpliwości. Drugim miejscem, które chciałem odwiedzić było Papowo Biskupie, również dość blisko Firlusu. Ze względu na ograniczony czas wyprawy musiałem jednak wybierać…
Plan był prosty – wysiąść na odpowiedniej stacji, dojść do odpowiedniej miejscowości. Tak też zrobiłem.
Opuściłem pociąg na stacji Firlus – jest to malutka wioska położona na północny wschód od Torunia, na Pojezierzu Chełmińskim. Mapa wskazywała las z ruinami zamku krzyżackiego w wiosce Lipieniek, leżącej jakieś trzy, cztery kilometry dalej. Odległość niewielka, szczególnie dla „poszukiwacza Kortumowa”, plecak nie za ciężki – ruszyłem więc naprzód.
Wkrótce na horyzoncie ujrzałem pierwsze drzewa. W zasadzie nic specjalnego – zwykłe wzgórze, zresztą niewielkie, porośnięte zielonym lasem :). Dotarłszy do niego nie znalazłem niestety ruin zamku, nie licząc pojedynczych cegieł wystających miejscami z ziemi. Najistotniejszą rzecz miałem jednak dopiero napotkać. Snułem się po lesie w poszukiwaniu jakiegoś większego fragmentu fundamentów, aż w samym środku lasu natknąłem się na coś, co wyjaśniło mi, dlaczego warto było przyjechać w to miejsce.
Otóż rośnie tam… drzewo. Oczywiście nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie narośl na tymże drzewie, w kształcie niemal idealnego serca. Może Nienacki był kiedyś na wakacjach w tej okolicy i także je odnalazł? Kto wie…
Serce… Cor tuum… Kornatowo… Kortumowo?


